Depresja wśród nauczycieli

    18 godzin etatu, dwumiesięczne wakacje, bezstresowa, lekka praca – takie wciąż panuje przekonanie o zawodzie nauczyciela. A jednak to jedna z grup zawodowych najbardziej narażonych na ryzyko wystąpienia depresji.

    Depresja – choroba naszych czasów

    Rzadko kto już dzisiaj nazywa depresją zwykły spadek nastroju, gorszy humor, przygnębienie. Większość z nas wie, że depresja to choroba poważna i wyniszczająca. Jest też coraz bardziej powszechna. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia na depresję cierpi ponad 250 milionów ludzi na całym świecie. 

    Choroba objawia się w bardzo zróżnicowany sposób. Najbardziej widocznym symptomem jest obniżenie nastroju. Co za tym idzie – poczucie beznadziei, brak zainteresowania czymkolwiek, niska samoocena. Do tego dochodzi bezsenność albo nadmierna senność, nieumiejętność podejmowania decyzji, niechęć do wszelkich działań. Spektrum objawów jest znacznie szersze, ale zawsze nieprzyjemne. Człowiek chory na depresję czuje się samotny, nieszczęśliwy, niepotrzebny. W pewnym momencie dochodzi do wniosku, że życie nie ma żadnego sensu. Nieleczona depresja to powszechna przyczyna samobójstw. W dużym uproszczeniu tym właśnie jest depresja. Poczuciem bezsensu istnienia.

    Komu zagraża depresja?

    Narażeni jesteśmy wszyscy. Na rozwój depresji wpływają czynniki biologiczne (na które nie zawsze mamy wpływ), ale też psychologiczne, kulturowe i społeczne. A żyjemy przecież w pośpiechu, w pogoni za pieniędzmi, tracąc z oczu wartości znacznie ważniejsze. Nie mamy czasu dla własnych rodzin, nie tworzymy głębokich relacji z innymi ludźmi, o życiu duchowym w ogóle nie ma co mówić. Nie mamy czasu nawet dla siebie samych. Pędzimy, tracąc z oczu prawdziwy cel albo gubimy się w tym świecie, do którego nasze priorytety jakoś nie przystają.

    Zawody pomocowe

    Do najbardziej narażonych na depresję należą tzw. zawody pomocowe – lekarze, pielęgniarki, pracownicy socjalni i nauczyciele właśnie. To profesje, których nadrzędnym celem jest pomaganie innym. Zawody, które wiążą się z nieustanną komunikacją z (bardzo różnymi) ludźmi, wysokimi oczekiwaniami społecznymi i dużym poczuciem odpowiedzialności. To praca, która pochłania bez reszty. Od pracowników zawodów pomocowych wymaga się, żeby pracowali, oddając całe serce i duszę swoim “podopiecznym”. To nie są zawody, do których się idzie po wysokie zarobki. Wybiera się je najczęściej, żeby pomagać innym.    

    Dlaczego depresja dotyka nauczycieli?

    Nauczanie to praca bardzo wdzięczna. Kiedy widzisz efekty swojej pracy, zarażasz pasją uczniów, masz wpływ na ich sposób myślenia, rozwijasz ich, cieszysz się ich postępami – satysfakcja jest ogromna. Z tym że… to tylko część prawdy o tym zawodzie. Właściwie ułamek rzeczywistości. Dokładniej o tym, na czym polega ta praca pisałem już na blogu.

    Elementów obciążających fizycznie i psychicznie w zawodzie nauczyciela jest naprawdę sporo:

    Ciągła koncentracja. Są nauczyciele z prawdziwego zdarzenia, tacy z powołaniem i ambitni. Oni nie pozwalają sobie na chwilę rozluźnienia. Każdą lekcję prowadzą na dużym poziomie koncentracji i energii. Jeżeli “poluzują”, lekcja wymyka się spod kontroli. Wtedy po pierwsze – nie przekażą wiedzy, a po drugie – nie poradzą sobie z dyscypliną. Nauczyciel nie może odpocząć, napić się kawy czy wyjść na spacer. Nie może odetchnąć ani nawet pójść do toalety, kiedy tego potrzebuje. Robi to tylko wtedy, kiedy może. To powoduje zmęczenie.

    Hałas i zachowanie. Podczas lekcji walczy o zachowanie dyscypliny w klasie. To jego zadaniem jest utrzymanie grupy w ryzach, a uwierz, wystarczy jeden niesforny uczeń, żeby było to bardzo trudne. Podczas przerwy, jeżeli ma dyżur, a najczęściej (zwłaszcza w szkole podstawowej) ma, przebywa w ciągłym hałasie. Byłeś kiedyś na przerwie w podstawówce? No właśnie. 

    Agresywne zachowania, przemoc, spory między uczniami – nauczyciel jest pierwszą osobą, która ma się z tym zmierzyć. Dopiero później angażuje się pedagoga lub psychologa. A problemy nie rozwiązują się “same”. Zwłaszcza jeżeli zainteresowani nie za bardzo chcą współpracować. To może powodować zmęczenie, frustrację i poczucie bezsilności.  

    Życie życiem uczniów. Nauczyciel chcąc nie chcąc żyje problemami swoich wychowanków. Wie, kto się nieszczęśliwie zakochał, kto z kim się pokłócił, ale też kto nie dostaje do szkoły drugiego śniadania i boi się wracać po lekcjach do domu. Nie da się opuścić budynku szkoły i po prostu na kilka godzina o tym zapomnieć. Sprawy uczniów przesłaniają mu często własne. Nie zawsze może pomóc. Bywa przygnębiony, przytłoczony, zmęczony i bezsilny.

    Presja. Nauczyciel działa pod ciągłą presją. Jest przytłoczony wymaganiami – dyrekcji, uczniów i rodziców (które zresztą często są ze sobą sprzeczne). Dyrekcja wymaga zrealizowania programu, utrzymania dyscypliny i dobrych wyników na egzaminach. Uczniowie – żeby lekcje były ciekawe, urozmaicone i – najlepiej – niezbyt męczące, ale efektywne. Rodzice – o, tu już jest bardzo różnie. Żeby dużo zadawać, albo żeby nie zadawać wcale. Żeby jeździć na wycieczki, albo żeby nie tracić żadnej chwili z lekcji. Najczęściej – żeby zająć się dzieckiem kompleksowo, od nauki po wychowanie. Poddawany ciągłej ocenie nauczyciel może być sfrustrowany, musi zadowolić wszystkich.

    Czas pracy. Nauczyciel nie pracuje wyłącznie przy tablicy. Nie znam ani jednego, którego praca kończyłaby się równo z dzwonkiem. W domu przygotowują się do lekcji, sprawdzają prace, przygotowują raporty, plany, sprawozdania i inne – biurokracja w szkole jest coraz większa. Po lekcjach biorą udział w szkoleniach, radach pedagogicznych, wyjściach klasowych, wycieczkach, dniach otwartych itd. Czas pracy nauczyciela nie jest unormowany. Większość nauczycieli, których znam, jest przemęczona.

    Opinia społeczna. Nauczyciele nie cieszą się szczególnym uznaniem reszty społeczeństwa. Wciąż wypomina im się czas pracy i te nieszczęsne wakacje. Mogą usłyszeć, że są roszczeniowymi darmozjadami i leniami. Że jeżeli coś im się nie podoba, to mogą zmienić pracę – wtedy zobaczą jak wygląda ta “prawdziwa”. Bo ich prawdziwa nie jest. Oni się tylko bawią. Z takimi opiniami spotykają się belfrzy, a to rodzi ogromne rozgoryczenie.

    Opłakane skutki

    Nauczyciele, którzy zwykle (możesz mi wierzyć lub nie), podejmują się tej pracy z powodu pasji i powołania, szybko tracą do niej serce. Są przemęczeni, zestresowani i zdemotywowani. Z czasem przestają się angażować w pracę, bo widzą w niej coraz mniej sensu. “To ich problem”,  można usłyszeć, “niech idą do pracy w markecie”. I idą. Z zawodu najczęściej odchodzą ci, dla których praca z dziećmi i młodzieżą była sensem życia. Wypalają się. Toną w morzu dokumentów, uciekają przed presją ciągłej krytyki i sprzecznych wymagań. Kto będzie uczył nasze dzieci? Jeżeli sytuacja się nie poprawi, to zakładam, że zostaną ci, którym aż tak nie zależy. Oni się nie spalą, bo jest im wszystko jedno. Takich chcemy pedagogów?…

    Źródła:

    https://www.mp.pl/pacjent/psychiatria/choroby/69882,depresja

    http://sosw1.eu/docs/badania%201.pdf

    https://www.who.int/news-room/fact-sheets/detail/depression


    .

    Podobał Ci się ten artykuł?

    Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach oraz metodach efektywnego uczenia się.
  •  

     

  •  

     

  • 1 Response
    • Ive
      23 października, 2020

      Zawód nauczyciela to nie tylko wakacje i luzik to problemy Dużej Rodziny -Wspólnoty szkolnej /każdej klasy, każdego dziecka /Kto ma rodzine to wie, co mam na myśli !

    Pozostaw odpowiedź Ive Anuluj pisanie odpowiedzi

    Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *. Twój adres email nie zostanie opublikowany.