E-szkoła – szansa na nową jakość edukacji? 

Jakiś czas temu przeprowadziłem ankietę na Instagramie i na Facebookowym fanpage’u z takim oto pytaniem: Co jest lepsze: nauka w domu czy nauka w szkole? 60% osób odpowiedziało, że jest przeciw nauce w domu. Na początku byłem zdziwiony. 

Myślałem, że uczniom przypadnie do gustu taki model uczenia się. Przecież to było ich marzenie – nie chodzić do szkoły i mieć wieczne wakacje. Idealne myślenie, zweryfikowane przez rzeczywistość. Baa, nawet sam pomyślałem sobie, że chciałbym być teraz w szkole: 3 miesiące wakacji w tym roku, a rok temu przez strajk nauczycieli.

Moje zaskoczenie wynikało z tego, że na początku byłem zwolennikiem wprowadzenia e-nauczania. Przez pierwsze tygodnie myślałem, że to pozytywna zmiana. Pomyliłem się. Polska szkoła nie jest na to przygotowana.  W całej tej dramatycznej sytuacji pandemii jest jedna ogromna wartość.

Myślałem na początku, że być może potrzebne nam było tak dramatyczne doświadczenie jak koronawirus, żeby Minister Edukacji zdecydował się na reformy oczekiwane od lat. Oczywiście to nie jest reforma. To tylko pewna zmiana, ale w moim przekonaniu udowadniająca wszystkim, że może istnieć inny model uczenia niż nudne siedzenie w ławkach i uczenie się na pamięć. Że wcale nie trzeba być na lekcjach od 8 do 14.30, tylko można w miarę dopasować czas nauki do własnych preferencji albo możliwości. Że rola nauczyciela w XXI wieku jest nieco inna niż wcześniej – że może być przewodnikiem, wskazywać sposób nauki, a nie wtłaczać na siłę wiedzę w niechętne (niektóre) umysły. Że (zwłaszcza starsza) młodzież może samodzielnie i w grupach pracować nad projektami, uczyć się kolejnych umiejętności, a nauczyciel jest od wspierania, kontrolowania i wskazywania im drogi. Że szkoła z ławkami i dzwonkami co 45 minut wcale nie jest potrzebna.

I oto rzeczywiście, koronawirus pokazał, że w polskiej szkole drzemie ogromny potencjał. W ciągu dwóch tygodni nauczyciele, uczniowie i rodzice pokazali, że razem można uczyć się inaczej wykorzystując zdobycze techniki. Nauczyciele szybko się uczą, uczniowie szybko się przyzwyczajają itd. Co prawda, nauczycieli nikt nie poprowadził, z biurokracją zmagają się jeszcze bardziej, ale to grupa zawodowa przyzwyczajona do trudnych warunków… Co prawda, minister do uczniów nie zwrócił się bezpośrednio ani razu, ale na szczęście mają oddanych pedagogów… I urzędników – na przykład prezydent Wrocławia codziennie przez godzinę spotyka się z dziećmi na Facebooku i czyta im książki:)

Wracając do ankiety, ja jestem za uczeniem się przez Internet, ale jednak nie do końca. “Jestem za, a nawet przeciw”;) Uczniowie, z którymi mam prywatne lekcje narzekają na przeciążenie ilością prac domowych, problemy techniczne itd. Nauczyciele narzekają na zbyt dużą ilość pracy, problemy techniczne itd. Dyrektorzy zmuszają ich do pracy, do przyjeżdżania do szkoły i wypełniania dzienników papierowych, do pisania kolejnych sprawozdań. Rodzice narzekają, bo są zmuszeni przejąć znaczną część nauczycielskich obowiązków i zapewnić dzieciom dostęp do sprzętu. I tak to wszystko się kręci. 

Jedno jest dla mnie pewne. Gdy koronawirus się skończy, szkoła będzie wyglądała tak samo jak wcześniej. Uczniowie wrócą do ławek szkolnych, nauczyciele stojąc przy tablicy na nowo poniosą kaganek oświaty. E-nauczanie zniknie. Dzwonki będą dzwonić. Uczniowie znowu będą narzekać, a nauczyciele będą im wtórować w pokoju nauczycielskim. Ale to nic.

Zastanawiam się, co by musiało się stać, żeby polska szkoła stała się super szkołą na miarę fińskiego systemu oświaty. Kiedyś myślałem, że strajk nauczycieli, ale to nie pomogło. Później koronawirus, to też nie pomoże. Chyba odpowiedź jest taka, że nic nie jest w stanie pomóc. Wszystko zależy od polityków, a oni nie chcą zmiany. Jest we mnie jednak nadal cząstka idealizmu i dziecinnej wiary, że jest jakieś rozwiązanie…  

Może powinna nim być oddolna inicjatywa różnych środowisk, które mogą razem działać i kruszyć jak lodołamacz tę zatwardziałą skorupę XIX-wiecznego systemu… Może taka iskra wyjdzie z naszej społeczności blogowej?

Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach oraz metodach efektywnego uczenia się.
  •  

     

  •  

     

  • 4 Responses
    • Magda
      18 maja, 2020

      przynajmniej w polskiej szkole sa przerwy co 45 min i uczniowie moga wyjsc z klasy, pogadac, pograc w cos… We Wloszech kazda lekcja trwa 1h a miedzy lekcjami nie ma przerwy. tylko wychodzi jeden nauczyciel, a drugi wchodzi. Praktycznie caly dzien uczniowie siedza w lawce, nawet na (jedynej) przerwie sniadaniowej!!!! Nie wychodza nawet na moment z klasy poza potrzebami fizjologicznymi

      • Michał Walasek
        20 maja, 2020

        Dzięki Magda za Twój wpis. Nie wiedziałem, to przykre i smutne;/ Nie chciałbym być na miejscu uczniów.

    • qwerty
      18 maja, 2020

      Największym problemem e-nauczania jest to, że niektórzy nauczyciele nawet nie próbują zmodyfikować swoich lekcji, tylko przez 45 minut wyświetlają i czytają podręcznik. Trudno jest wytrzymać kilka godzin po sobie, cały czas skupionym na ekranie komputera, ale co zrobić? Ogromna szkoda tylko, że potencjał e-nauczania jest przez niektórych kompletnie olewany.

      • Michał Walasek
        20 maja, 2020

        niestety… ja dzisiaj współczuję młodzieży szkolnej w tym co napisałaś. Mam marzenie, że kiedyś się to uda zmienić.

      Co o tym myślisz?

      Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *. Twój adres email nie zostanie opublikowany.